Sie befinden sich aktuell in den Archiven des Blogs Klaudia on Tour für Dezember, 2007.
20.12.2007 von photoklaudia.
So as I promist there is the second part of the trip to Brasil.
After comp in Valadarez we decided to go to Vitoria. We got two options: one was bus and secod was trayn. We decided for trayn. In hole Brazil there is only one trayn line for people. We needed to see it. Trayn was layt only for 3 howers. That wat is waery spetial on it is that there are only two of tham in a day. One goes to Bel Horizonte and second to Vitoria. I must admite it was interesting experience to use it. It is huge and comfortable. On stops people sel wather and some swets.
When we got to Vitoria it was already night. We culden`t finde hotel because map in guide book was so bad. Finely we decided it will be bather to take taxi and it was good choise. Next day we made nice tour thru Vitoria nad finely we took the bus to next place. We decided to rest 2 days on the bech befor we go to Castelo for World Cup.
On the way to Castelo the landskape was changing hole the time. It looked more nad mor like rayn forest. There where many banana fields around the roud. And than we got out to big grasy fields with planty of cows. Finely we got to Castelo. Town was totaly diferent than Valadares. Smaler and nicer. I got acomodation in privat hous. It was in colonial style, with hy roof, nice forneture and big garden with planty of fruts I never sow in my life.
Unfornutly ther was too mach rayn hole the time so conditions where veary wek and unpredikteble. We still got some task and we could enjoy flying in this beatiful surounding. I liked it so much more than Valadares. If you look the pikltures you will agree with me.
We even went to some lokal parties with Foho musik. It was quait interesting.
After event came big storm. In some minutes hole strids changed in to the rivers. In Rio de Janeiro on this day was even hay wather.
But when we got there there was everyting back in order. But this is diferent storie.
Tak jak obiecalam oto druga czesc o Brazylii.
Po zakonczonych mistrzostwach w Valadarez, postanowilismy pojechac do Vitorii. Mielismy do wyboru podroz autobusem lub koleja. Wybarismy to drugie, gdyz jest to zecz warta obejzenia i przezycia. W Brazylii istnieje tylko na jednej lini przewoz pasazerski. Miedzy Bel Horizonte i Vitoria kursuja tylko 2 pociagi dziennie: jeden w jedna strone drugi z powrotem. Na dworcu czekalismy 3 godziny na nadejcie tego jedynego dzis pociagu do Vitori. Po drodze, na przystankach ludzie przedawali wode i slodycze. niesamowita jest tez pokladowa kuchnia przyzadzajaca na bierzaco swiere pyszne potrawy.
Do Vitorii dojechalismy w nocy. Niestety mapka w przewodniku wyprowadzila nas na zupelne manowce wiec postanowilismy wziac jednak taksowke. Jak sie okazalo byl to sluszny wybor. Pocalodziennym zwiedzaniu Vitorii pojechalismy na dwa dni nad morze, odpoczac przed Pucharem.
W drodzie do Castelo prajobraz co i rusz sie zmienial. Od deszowego lasu, poprzez plantacje bananow do rozleglych pastwisk z ogronymi stadami na nich sie pasacych. Castelo okazalo sie zupelnie innym miejscem niz Valadarez. Mniejsze, czystrze i bardziej przyjazne. Zakwaterowano mnie w prywatnym domu, wybudowanym w stylu kolonialnym, z wysokimi sufitami, pieknymi starymi meblami i duzym ogrodem, w ktorym rosly owoce, ktorych w zyciu nie widzialam.
Niestety nadal sporo padalo i termika byla slaba i nieprzewidywalna. Rekonpensowaly to jednak piekne widoki, tak rozne od tych w Valadarez. Tu latanie bylo przyjemnoscia.
Do przyjemnosci nalezaly tez lokalne imprezy tanecze z folkowa muzyka oraz soki owocowe, ktore pilosmy zamiast wszyskich posikow dziennie mniam….
Nastempnego dnia po zawodach nadeszla burza i ulice w mgnieniu oka zamienily sie w rzeki. To sie nazywa tropikalna ulewa. Podobno tego dnia w Rio de Janeiro cle dolne miasto bylo podtopione. Kiedy my tam dojechalismy nie bylo po tym ani sladu, ale to inna chistoria.
Geschrieben in Allgemein | Drucken | Keine Kommentare »
1.12.2007 von photoklaudia.
In first part of my retrospective I want take you on a trip to Brazil. I have been there last year for two events: Brazilian Open in Valadares and World Cup in Castello. I decided for it because we go back to Castello next year and it’s good to know how it looks like. Accept that my trip finished in Rio de Janeiro, city of carnival, so it’s the best place to go in the New Year.
So lie back and let me take you on a tour around.
W pierwszej części moich retrospektyw chciałabym zebra was na wycieczkę do Brazylii. Byłam tam w zeszłym roku na dwóch imprezach: Mistrzostwach Brazylii w Valadares i Pucharze Świata w Castello. Zdecydowałam się zacząć od opisywania tych miejsc, gdyż w przyszłym roku wracamy tam z Pucharem i wydaje mi się, że wart wiedzieć, czego wie spodziewać. Poza tym podróż kończyłam w Rio de Janeiro, miastem kojarzonym przede wszystkim z karnawałem, który zbliża się do nas milowymi krokami.
Zatem odprężcie się i pozwólcie zabrać na wycieczkę.
From cold, gray Europe I landed in the middle of paradise. Lot of gorgeous smells attacked my nouns I was like hay of it.
I continue my trip by plane from Sao Paulo to Bell Horizonte. There I took a bus to Valadares. On bus station I met an American pilot, whose daughter where already for some month in there. On the way we observed amusing power line infrastructure. It was incredible! Cables go from top of hills to netx top next one and hole without any poll on the way. There are many, many downstairs too. We still don’t know how people pout them there.
Valadares disappointed me a little. As for me it’s too big to dirty without any spatial clime. Only thanks my Brazilian friends I could enjoy it.
Flying wasn’t so spatial too. We got mach too mach rain. Air was humid. There where overdevelopment every day.
Still after winter flight’s I enjoyed flying without winds stopers and any worming clots. We managed make some nice flights too.
Z zimnej, szarej Europy wylądowałam ciepłym, słonecznym Sao Paulo. Po wyjściu z lotniska moje nozdrza zaatakowała fala przecudownych zapachów.
Podróż kontynuowałam samolotem do Bell Horizonte, skąd wyruszyłam autobusem do Valadares. Na dworcu spotkałam Amerykanina, paralotniarza, jadącego w odwiedziny do córki, też paralotniarski, mieszkającej od jakiegoś czasu w mieście.
Po drodze podziwialiśmy niesamowita infrastrukturę kabli elektrycznych. Wisiały po prostu wszędzie. Pomiędzy szczytami pagórków, wzdłuż zboczy, po prostu wszędzie. Zastanawialiśmy się jak oni je tam wciągają.
Po 6 godzinnej jeździe byliśmy na miejscu. Valadares rozczarowało mnie trochę: brudne, duże nieciekawe miasto. Jedynie dzięki moim super przyjaciołom z Brazylii dobrze się tam bawiłam.
Do pogody też nie mieliśmy szczęścia. Dużo za dużo padało, w powietrzu było zbyt dużo wody. Codziennie pojawiały się burze. Mimo to udało się nam odbyć parę fajnych lotów. Po zimowych zlotach była to cudowna odmiana. Nie musiałam ubierać się jak cebula. Wystarczył Speer arms i coś na nogi chroniącego od palącego słońca i chaszczy na lądowiskach.
Vitorina (montain with take off and santa / góra na której stoi posąd świętego i znajduje się startowisko)
Valadares from above / z powietrza
In second part: on the way to Castello and Castello.
W drugiej częsci podróż do Castello i samo miasteczko.
Geschrieben in Allgemein | Drucken | 1 Kommentar »