Sie befinden sich aktuell in den Klaudia on Tour Blog-Archiven für den folgenden Tag 17.6.2008.
17.6.2008 von photoklaudia.
Today in the morning no body believed we gona fly a task today. Due there was some problem with turn point’s we needed to stay in the line again to get new one. In this time our gliders get wet of ray. After we thought it’s creasy to go to the take off. Cloud base was still low and we expected new rain to come. But finely we went up. I was with Czech team in the car. For an hour we didn’t even wanted to go out of the wan. Finely they seated a task but we thought it’s too creasy to fly when there is still rain around in the walleye. But window got opened. Some pilots took of immediately, others observed them. Finely everyone was in the air so we with Renata decided to go as well. We got to the cloud base very fast and we where late only a little, but it was enough to miss the thermal on the way back to take of and wet watched down to the walleye. We fighted for one hour without any result. Finely we landed with 1,5 hour of flight and 9,1 km for the race. We sow everybody getting the goal above our head. But I think we pout write decision: we weren’t sour about the safety so we stay on the ground. Even if lost on the end it doesn’t matter.
Dziś rano nikt z nas nawet nie myślał, ze pojedziemy latać, a co dopiero, ze rozegramy konkurencje. Jeszcze okazało się, że w koordynatach punktów zwrotnych był jakiś błąd i trzeba było znów odstać swoje w kolejce po nowe. W tym czasie nasze glajty zalał deszcz. Tym bardziej wydało nam się szalone, ze mamy jechać na górę. A jednak pojechaliśmy. Jeszcze godzinę z czechami siedzieliśmy w busach, bo było okrutnie zimno i co i rusz poskapywało. W końcu rozłożono konkurencję i wszyscy stanęli w bloki startowe, oprócz czechów i mnie. Uważałam to za głupotę startować, kiedy przed nami w dolinie jeszcze pada deszcz. Ale po otwarciu okna pierwsi piloci ruszyli. Reszta stała na ziemi i obserwowała. W końcu i oni odpalili. Cóż trzeba było lecieć. Wystartowałyśmy z Renatą jako ostatnie. Szybo zrobiłyśmy podstawę i byłyśmy tylko trochę spóźnione do reszty, ale to starczyłoby się nie załapać na komin, kiedy wróciłyśmy na start i spłukało nas do doliny. Przez godzinę wałczyłyśmy na ostatniej górce przed lądowanie, niestety bezskutecznie. W końcu poszłyśmy lądować. I tak po 1,5 godzinie w powietrzu udało nam się wiosłować 9,1 km dla zawodów. Rekordowy wynik! Cała stawka przeleciała nad naszymi głowami do mety. Myślę jednak, ze podjęłyśmy słuszna decyzję. Nie byłyśmy pewne o bezpieczeństwie startowania, więc zostałyśmy na ziemi, aż się nie upewniłyśmy, że jest ok. Jeśli przegrałyśmy przez to zawody, pal licho – bezpieczeństwo przede wszystkim.
Geschrieben in Allgemein | Drucken | Keine Kommentare »